Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki

Wspomnienia z wakacji - Bieszczady 2021

Utworzono dnia 16.09.2021
Piękne i dzikie Bieszczady po czterech latach skusiły nas swoim urokiem i spowodowały, że ponownie grupa szaleńców poszła w dniach od 18 do 24 lipca 2021 Głównym Szlakiem Beskidzkim i zdobywała szczyty potrzebne do Dużej Odznaki GOT. Po przejściu 95km i zdobyciu 136 pkt. GOT kilku osobom udało się zdobyć kolejne stopnie odznaki GSzB. Piotrek P, Dawid S, Antek R. oraz Bartek i Kasia zdobyli srebrne odznaki ( 5szt.) a Dominik K, Kamil K, Jan C, Serafin C, Hania C, Jan R. brązowe (6szt.). Franek i Filip  będą musieli jeszcze „dozbierać” punktów do 200 GOT na naszych w Beskidzie Śląskim szlakach.
Dla wielu uczestników cenniejsze było zdobycie 7 szczytów potrzebnych do Dużej Odznaki GOT . Ta grupa przeszła 121km. Niestety dla wielu jest to dopiero 50% wymaganych szczytów a nawet tylko 40%. Muszą jeszcze wiele przejść wielodniowych wycieczek. Niemniej jednak nie zdobywanie odznak jest priorytetem naszych wycieczek ( to ma być końcowa nagroda) a kontakt z przyrodą, innymi turystami i pokonywanie własnych słabości. Bolące nogi, przemoczone buty, brak snu po nocnym wałęsaniu się i ogólnie zmęczenie to codzienność na wycieczkach. W tej wyprawie, chociaż dominowali uczniowie klasy VI i VII oraz starsi, aż 3 osoby brały udział w wyprawie wielodniowej po raz pierwszy. Nie rozumieli, że na drugi dzień trzeba będzie spakować się i ruszać w dalszą drogę niezależnie od pogody i samopoczucia.
 Rozpoczęliśmy wycieczkę od Komańczy i szliśmy w stronę Wołosatego, czyli generalnie na wschód. Pogoda nie była zbyt przyjazna. Już pierwszego dnia przy Jeziorach Duszatyńskich złapała nas burza. Musieliśmy ją przeczekać a następnie ruszyć na Chryszczatą i do Bazy Namiotowej w Rabe. Tu mieliśmy zarezerwowane namioty, ale trzeba było wyłożyć materace, karimaty i śpiwory.  Na szczęście nie padało i kolację ( kiełbaski) przygotowaliśmy na ognisku. Razem z nami w bazie była wędrowna studencka grupa harcerska z Warszawy, która pokonywała różne góry w Polsce i całej Europie. Mieli gitarę i do późnych godzin śpiewali przy ognisku. Nasza młodzież grała w gry planszowe, trochę w piłkę a głównie w chowanego. Nie szło ich zapędzić do namiotów, gdyż latarki i nierówny teren to była fajna sprawa do zabaw do 24.00. Te hałasy zemściły się i rano obudził nas deszcz. Udało się nam przygotować śniadanie na ognisku -młodzież nauczyła się rozpalać ognisko w deszcz- spakować się i między jednym opadem a drugim podzieleni na dwie grupy wybraliśmy się na czerwony szlak. Nie dało się uciec przed deszczem, ale w gęstym lesie nie był on zbyt dokuczliwy. Byliśmy podzieleni na dwie grupy, gdyż Ci co zdobywali punkty na dużą GOT musieli zaliczyć Hyrlatą i wcześniej ruszyli w dłuższą trasę. Ich też mocno pokropiło. Pozostali dosyć szybko (około 16.00) dotarli do Bacówki pod Honem, do miejsca noclegowego i mogli spokojnie suszyć buty. W planach było wyjście na kolację do oryginalnej restauracji „Siekierezady” w Cisnej (około dwóch kilometrów). Od dłuższego czasu przejaśniało się, więc wszyscy przebrani w suchą odzież i raźnie wyszli na posiłek. Po drodze złapało nas oberwanie chmury i zrozumieliśmy piosenkę E. Bem o deszczu w Cisnej. Kolacja smakowała, ale powrót do schroniska w deszczu nie był miły. Tam przy wypisywaniu książeczek wielu turystów, którzy szli Głównym Szlakiem Beskidzkim wyrażało podziw dla naszych dzieci, które przeszły już tak wiele kilometrów przez szlaki beskidzkie.
Na trzeci dzień zjedliśmy śniadanie zapłacone w ramach noclegu, bardzo treściwe i urozmaicone. Dzieci nie były zbyt głodne i szczątkowo korzystały (z niektórymi wyjątkami) ze szwedzkiego stołu i zaledwie coś przekąsiły, zamiast solidnie uzupełnić kalorie, ale na trasie był suchy prowiant typu pajda chleba i konserwa. Problemem były mokre buty, ale delikatna mżawka nie była zbyt dokuczliwa i wręcz motywowała do szybszego pokonywania trasy. Tradycyjnie w okolicach Okrąglika był dłuższy postój na jagody i odpoczynek. Trzeci dzień marszu już  niektórym osobom dawał się we znaki, więc popołudniowy brak ogniska i gier zespołowych (siatkówka, piłka nożna) przy  Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Kalnicy został w pełni zaakceptowany. Główną przyczyną braku wieczornego ogniska była wysoka, nieskoszona, mokra trawa i brak drzewa na ogień. Zrobiliśmy kolację  (spaghetti) przy stole i wieczór gier planszowych.  Czwarty dzień był nieco luźniejszy. Grupa ambitna  weszła ponownie na Okrąglik, ale z innej strony i zaliczyła Rabią Skałę. Pozostali zrobili sobie spacer Szlakiem Bieszczad Odnalezionych i do Rezerwatu „Sine Wiry” a wszyscy spotkali się na smacznej obiadokolacji w schronisku w Wetlinie. Już nie było żadnych problemów z deszczową pogodą a niezbyt wysoka temperatura pozwalała przeprowadzać szybkie wędrówki. Wieczór w schronisku w Kalnicy był bardzo miły, a do naszej grupy dołączyli dwaj rodzice, którzy ze względu na pracę nie mogli być z nami od początku wyprawy. Bardzo nam to ułatwiło organizację wycieczek, gdyż mieliśmy więcej dorosłych chętnych do wędrówek, a kierowcy mogli spokojnie przewozić nasze manele do kolejnych miejsc noclegowych.  Kolejny dzień to ciężka trasa przez Połoninę Wetlińską i Caryńską. Pogoda nam dopisała, ale brak schronisk po drodze („Chatka Puchatka” w remoncie) i duże przewyższenia zmuszały nas do zapewnienia odpowiedniego posiłku i odpoczynku. Mieliśmy małą wpadkę. Zarezerwowany  nocleg w ośrodku rekolekcyjnym w Ustrzykach Górnych w nowo wybudowanym budynku i w przylegającym przy tym ośrodku domku turystycznym okazał się nie spełniającym warunków higienicznych. Chodzi o domek turystyczny. Rodzic, który pomagał przy dzieleniu grup do pokojów, sprawdził warunki w tym domku i określając je jako niedopuszczalne zmotywował kierownika wyprawy do znalezienie innego lokum. Udało się nam dla części dzieci i rodziców/opiekunów w schronisku „KREMENAROS”  znaleźć odpowiednie pokoje. Z tym schroniskiem PTTK mieliśmy złe skojarzenia z pierwszej wyprawy w Bieszczady, ale obecnie standard znacznie się poprawił. Zresztą samo schronisko i strażnica WOP w Ustrzykach Górnych to miejsca bardzo popularne, gdyż w nich były kręcone zdjęcia do filmu „Watacha”. Wracając do naszej wycieczki, ciężki dzień zakończyliśmy smaczną kolacją w ośrodku rekolekcyjnym i odpoczynkiem w pokojach. Gry planszowe były hitem naszych wieczorów. Nogi już mocno bolały (ostatni dzień to 24km i suma podejść 1442m) i wieczorem większość osób odpoczywała.  Ostatni dzień intensywnej wędrówki zaczęliśmy śniadaniem w kuchni turystycznej w ośrodku rekolekcyjnym i wymarszem na Tarnicę, Halicz przez Przełęcz Bukowską do Wołosatego ( 23 km). Pogoda nam dopisała i zdobycie Tarnicy - najwyższego szczytu Bieszczad nie było problemem. Nawet osoby z obolałymi nogami spokojnie przeszły ten najważniejszy ostatni odcinek Głównego Szlaki Beskidzkiego. W nagrodę z Wołosatego przejechali busem turystycznym aż do ośrodka rekolekcyjnego na obiado-kolację. Na szlaku była niesamowita ilość ludzi i właściwie wszystkie parkingi i pobocza dróg w Wołosatem były zapełnione. Ruchem musiała kierować policja.
Po wieczorny odpoczynku w schronisku „Kremenaros”  mieliśmy ognisko. Był przyjemny wieczór i czas na podsumowanie wyprawy. Kolejny dzień to „śniadanie na trawie” przy ognisku i wędrówki po Ustrzykach Górnych, Wołosatem i czas relaksu. Zajechaliśmy wzdłuż Sanu na zaporę w Solinie, pojechaliśmy do Leska do AQWAPARKU      „Basen Aqarius”, gdzie pozbyliśmy się wszelkich uczuć zmęczenia. W przyjemnym Lesku zjedliśmy pizzę, trzeba było dokupywać i  zregenerowani wybraliśmy się do domu do Ustronia. Żegnajcie Bieszczady! Dziękuję dzieciom i rodzicom za wspaniałą postawę i zaangażowanie. Do zobaczenia.
 
Dodała: M. Szymańska-Kukuczka
Zdjęcia: M. Szymańska-Kukuczka
 

Dziennik elektroniczny

Przedszkole nr 6 w Ustroniu

Biuletyn Informacji Publicznej

Facebook

Ochrona danych osobowych

Skrzynka Podawcza