NASZ PATRON

Józef Kret został patronem naszej szkoły 23 listopada 1989 roku. Dlaczego właśnie on? Kim był?

Urodził się 3 marca 1895 roku w Staromieściu (dziś dzielnica Rzeszowa). W dzieciństwie pomagał rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Już w młodości ujawniła się w nim pasja społecznikowska. Najpierw doprowadziła go do harcerstwa. Stało się ono jego wielką fascynacją, której wierny był  całe  życie, a pedagogika harcerska znalazła odbicie we wszystkich jego poczynaniach. Jako siedemnastolatek zorganizował w Staromieściu amatorski zespół teatralny. Niestety dwa lata później, po wybuchu I wojny światowej, został wcielony do armii austro – węgierskiej. Z frontu dostał się do niewoli rosyjskiej.  Pracował  wtedy  tam,  gdzie  mu  kazano,  czyli w zakładzie oczyszczania miasta, w cegielni, w cukrowni, na roli, jako kucharz (tutaj akurat się nie sprawdził, bo do kaszy wsypał całomiesięczną porcję soli…). Zorganizował dla pozostałych jeńców naukę (dla dzieci i dorosłych) i amatorski zespół aktorski. Sam występował jako aktor i śpiewał. Po wojnie i powrocie  z  niewoli zgłosił się jako ochotnik do Wojska Polskiego. Wraz z pułkiem walczył na Śląsku Cieszyńskim. Ten region był dla niego wielkim odkryciem. Zdał sobie sprawę, że teren ten byłby idealny dla pracy społecznej i zamarzył, by osiąść w okolicach Cieszyna na stałe. Napisał później: „Miło uderzył mnie wówczas wysoki poziom tamtejszej gospodarki chłopskiej, duże wyrobienie społeczne, demokratyzm tamtejszych  stosunków,  honorowość  gazdowska  tamtejszych  chłopów,  odrębność  kultury  ludowej i rzetelny patriotyzm mieszkańców, ponad wszystko piękno krajobrazu Beskidu Śląskiego.” Po powrocie z frontu bolszewickiego zdał maturę i rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Józef Kret był pedagogiem z zamiłowania, posiadał dar, który  pozwalał  zrozumieć  młodego  człowieka   i   nawiązać   z   nim   głęboki   kontakt.  Twierdził, że: „Dziecko musi urwisować, bo takie jest powołanie każdego człowieka w dzieciństwie, że ma swoje życie, swój świat cudowny i bajeczny, swoje prawa,  którymi  się rządzi, swoje kłopoty i radości, a nam przed tym światem trzeba stać na baczność, uszanować go i odpowiednio nim delikatnie kierować i to tak, by ono tego nie spostrzegło.” Nie bez powodu Józef Kret był nazywany Korczakiem wsi polskiej. Pierwszą pracę podjął w 1924 roku w Gimnazjum im. Jana Sobieskiego w Krakowie. Był dla uczniów raczej przyjacielem niż surowym, dystansującym się nauczycielem. Wykładał również metodykę harcerstwa, na wojskowych kursach dla podoficerów, wygłaszał pogadanki. Uczył historii, geografii i wychowania fizycznego. Organizował kursy dla harcmistrzów i obozy dla instruktorów drużyn harcerskich. Harcerstwo było jego sposobem na życie. Zawsze i wszędzie był przede wszystkim harcerzem i do harcerstwa przyciągał  innych.  W  1933  roku rozpoczął pracę w Katowicach jako instruktor dydaktyczny. Równocześnie wyjeżdżał na wyprawy instruktorskie do Francji, Belgii i USA, gdzie organizował obozy i kursy dla harcerzy polonijnych. W lecie 1934 zorganizował obóz w Brennej dla harcerzy z Zaolzia. W Katowicach, w 1933 roku, na dorocznym balu harcerskim, poznał swoją wielką miłość – przyszłą żonę Zofię Hoszowską (harcmistrzyni).

Od kiedy Kret zapoznał się z instytucją Uniwersytetu Ludowego, sam pragnął taki stworzyć. Udało mu się to w 1937 roku  w  Górkach   Wielkich.  Wkrótce z powodu braku miejsca UL przeniesiono do pobliskiego Nierodzimia. Do Górek, a później Nierodzimia  przybywała  młodzież  chłopska  z  całej  Polski, by uczestniczyć w dwóch kursach: letnim (4 m-ce) i zimowym (5 m-cy). Na UL – u uczono ogólnej wiedzy z zakresu języka i literatury ojczystej, historii Polski oraz powszechnej, dziejów chłopstwa i ruchu ludowego, religii, geografii, spółdzielczości. Oprócz tego młodzież zaznajamiała się z hodowlą, uprawą, głównie sadownictwem. Popołudniami odbywały się dyskusje, gry, zabawy, wspólny śpiew, a przede wszystkim tzw. „kominki” z  nastrojowymi  gawędami.  Organizowane były także  wycieczki:  do  Cieszyna,  Krakowa,  Wieliczki,  w  Tatry.  W  niedzielę  po  Mszy  św.  słuchacze  zbierali  się,  aby  po  wysłuchaniu  dwóch  referatów o najważniejszych wydarzeniach tygodnia, podyskutować o nich.

W swoim UL – u Kret rozbudzał w młodzieży ambicje samokształceniowe, wyrabiał poczucie społecznej wspólnoty, umacniał w  przekonaniu,  że  młodzież chłopska jest współgospodarzem kraju. Było to niezwykle potrzebne, gdyż przyjeżdżali do niego młodzi ludzie pełni kompleksów i niewiary w siebie. W Nierodzimiu Kretowie stworzyli prawdziwy, pełen ciepła dom. Nazywani byli Gaździnką i Gazdoszkiem – w tych określeniach zawierał się cały szacunek i miłość do nich, brzmiało to godnie, lecz zarazem ciepło.

W czasie pobytu w Nierodzimiu Józef Kret blisko związał się z innymi wybitnymi postaciami swoich czasów: z Aleksandrem Kamińskim (autor „Kamieni na szaniec”, który w Górkach Wielkich prowadził harcerską Szkołę Instruktorską), Zofią Kossak i Gustawem Morcinkiem (pisarzami). Dziś wzruszają listy Gazdoszka do przyjaciół, zwłaszcza ich piękny język: „Wstyd mnie pali i gryzą mnie wyrzuty sumienia, że dotąd na piękny list i tak miły prezent nie odpowiedziałem dotąd Panu…” (fragm. listu do Gustawa Morcinka).

Znów nastała wojna i znów Józef Kret ruszył na front. Brał udział w kampanii wrześniowej. Wspólnie z żoną był  członkiem  Związku  Walki  Zbrojnej, działali w Szarych Szeregach, prowadzili nasłuch radiowy. Bezpośrednią przyczyną pojmania Kreta przez okupanta było zatrzymanie łącznika z prasa konspiracyjną, który podał kilka nazwisk. Najpierw był więziony w Zamku w Rzeszowie. Poddany torturom, zniósł  je  mężnie,  nie  zdradzając  nikogo.  Potem   przewieziony  został  do  więzienia w Krakowie, aż w końcu 12.08.1941 roku trafił do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu jako numer 20020… Był to dramatyczny i heroiczny okres jego życia. Wziął na siebie winę innego współwięźnia, co prawie przypłacił śmiercią. Cudem przeżył kompanię karną. W obozie stworzył coś na  kształt  Uniwersytetu   Ludowego, prowadząc na miarę możliwości pracę oświatową, miała ona formę pogadanek z zakresu historii Polski, psychologii i pedagogiki.  Niejednego  młodego więźnia  Kret swoją opieką wychowawczą uchronił  od  psychicznego  załamania.  Zapytany  po  wojnie,  czemu  zawdzięcza  przetrwanie  w  obozie,  odpowiedział: „...zdrowiu, pomocy kolegów, szczęściu, no i chyba Opatrzności Boskiej”. Rekonwalescencja poobozowa trwała kilka miesięcy.  Później  Kretowie  wznowili  UL w Nierodzimiu. Niestety władza ludowa była tej działalności niechętna. Jego szkoła została zamknięta, Był to dla Kreta wielki cios, gdyż głęboko wierzył w sens swojej pracy i widział, jak wspaniałe przynosiła owoce. We wrześniu 1953 roku Kretowie rozpoczęli pracę w Liceum Pedagogicznym w Cieszynie. Józef nadal organizował obozy wędrowne dla harcerzy.

Początek emerytury był dla Gazdoszka trudny, szukał dla siebie miejsca. Przyjął posadę w Muzeum Martyrologii w Oświęcimiu, później pracował w UL-ach w Wierzchosławicach i Rudzińcu Gliwickim. Los sprawił, że był świadkiem na procesie zbrodniarzy hitlerowskich we Frankfurcie nad Menem. Raz jeszcze musiał przetrwać obozowy koszmar. Jego sześciogodzinne zeznania wygłoszone  nienaganną  niemczyzną  były  wstrząsem  dla  słuchaczy.  W  zbiorze  dokumentów z procesu napisano: „Stanął przed sądem siwowłosy człowiek. W jego głosie nie brzmi ani jedna nuta nienawiści”. Po procesie Kret współpracował z krakowskim oddziałem Polskiej Akademii Nauk (Kretowie mieszkali wówczas w Krakowie). Zaczął pisać. Najpierw luźne wspomnienia i przemyślenia w rozmaitych czasopismach. Później zajął się tematyką pedagogiczną, harcerską i społeczno – kulturalną.  Stworzył reportaże z podróży do Szwajcarii. Jego największe dzieła to książki: „Harcerze wierni do ostatka” i „Ostatni krąg”.

W latach 1969 – 1970 Kretowie zrealizowali swoje marzenie o własnym domu. Stanął on na stoku Lubonia Małego w Beskidach. „Pielgrzymowali” tam do nich harcerze z całej Polski, a także naukowcy, dziennikarze, wychowawcy. Gazdoszek nadal przyciągał do siebie mnóstwo ludzi. Dla wszystkich  zawsze  znalazł się obiad i miejsce przy stole.

Postępująca choroba nie mąciła aż do śmierci pogody ducha Gazdoszka. Zmarł w swoim domu, na Luboniu Małym 10.08.1982 roku. Pochowany został na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Wybitny instruktor i działacz harcerski, pionier harcerstwa wiejskiego, wspaniały nauczyciel, organizator Szarych Szeregów, oficer WP i AK, więzień obozu koncentracyjnego, publicysta, pisarz, kierownik UL–u w Nierodzimiu, człowiek honoru i wielkiego hartu ducha to nasz patron, z którego  jesteśmy  dumni  i  z  którego każdy z nas czerpać powinien wzór. Święto naszego patrona obchodzimy 26 września.

opracowała: mgr Dominika Tumas

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[wróć]